wtorek, 23 sierpnia 2016

#12 Piękny Sekret

czyli piękność jako cecha playboya.

Mimo, że nie lubię erotyków, to tą serie uwielbiam. Pokochałam ich mało skomplikowane problemy. Wiecie, w innych książkach zawsze jest jakieś takie strasznie, duże "bum", przez które bohaterowie się rozstają. A tu? Wszystko wydaje się naturalne, tak naturalne, że aż czekasz z niecierpliwością na ten moment, kiedy się spieprzy, by znowu wszystko w końcu mogło wrócić do normalności. 

Dla tych co nie czytali szybko streszczę poprzednie części:

PIĘKNY DRAŃ
Gdy zaczynałam czytać tę historię, nie wiedziałam czego się spodziewać.  Nie przeczytałam nawet notatki odnośnie fabuły.  Ale pokochałam ją już po tych pierwszych sarkastycznych uwagach naszego drania.
Chloe Mills jest piękna, mądra i pracowita. Ma tylko jeden problem - nieznośnego szefa.  
Trafiła kosa na kamień. Równy staje przed równym. 
Bennett Ryan jest spełnieniem erotycznych marzeń każdej kobiety. Przystojny, bogaty, dążący do samorealizacji.
Tym razem jego celem jest jego asystentka - a w zasadzie unikanie jej. Pan Ryan od przyjazdu z Francji stara się oprzeć wdziękowi dziewczyny. Mimo, że obydwoje pragną siebie na wzajem, to nie znoszą swojego towarzystwa.
Ale jak mają oprzeć się pokusie wspólnego seksu? Czy to już może coś więcej niż tylko pożądanie?

Fakty wyglądały następująco: byłem o nią zazdrosny. Bynajmniej nie w sensie romantycznym, raczej w stylu jaskiniowca: dać pałką po głowie, zawlec za włosy i zerżnąć."

"Jeden miesiąc zlatuje, gdy zakochujesz się w kobiecie dla seksu. Dwa to wieczność, gdy rzuca cię kobieta, którą kochasz."

"Doceniam fakt, że przy okazji robienia sobie kawy zrobiła ją pani także dla mnie, panno Mills, ale gdybym miał ochotę na picie błota, wziąłbym sobie rano ziemi z ogródka".

"Prawem kontrastu poczułem się dziwnie spokojny, jakby wszystkie nasze działania prowadziły właśnie do tej chwili, w której oboje uświadomiliśmy sobie, jak łatwo jest po prostu być."

PIĘKNY NIEZNAJOMY
Sara, chcąc zapomnieć o nieudanym kilkuletnim związku, ucieka do  Nowego Jorku. Jak na złość, gdy obiecuje sobie, że kończy z mężczyznami, poznaje w klubie bardzo przystojnego Brytyjczyka. Nieznajomy oczarowuje kobietę swoim poczuciem bycia. 
Facet nie ma nawet czasu na pożegnanie. Zostaje bez imienia, bez numeru - dziewczyna pozostawia po sobie jedynie wspomnienie i to nie byle jakie. Max ma teraz nowe zadanie. Po nitce do kłębka stara się odnaleźć kobietę z dziwnym - jak się później okazuje, wspólnym - zamiłowaniem. 

Kobiety nie zawsze chcą być traktowane jak delikatne, rzadkie lub drogocenne istoty. Chcemy być pożądane. Chcemy seksu tak samo ostrego, jak wy."

"Nie zaczynam bitwy na umysły z nieuzbrojonym przeciwnikiem."

"Rozejrzałem się w poszukiwaniu odłamków serca, które niemal rozrzuciłem po trawie."

"Po wielkich gwiazdach pozostają czarne dziury, po małych - białe karły. Ja zostawiam za sobą ledwie cień , a całe życie zabieram ze sobą."



PIĘKNY GRACZ
Jak dla mnie jest to najlepsza część z czterech, które przeczytałam. Polubiłam ją chyba za naturalność. Okazała się po prostu najbardziej rzeczywista. Lubiłam w niej to, że nie zaczęła się od seksu. Wiecie, wszystko narastało stopniowo. Bohaterowie tej części poznali się już wcześniej. Spędzili obok siebie późne dzieciństwo, a następnie ich kontakt się urwał. Historia zaczyna się w momencie, kiedy rodzinna Hanny ma dość jej trybu życia. Dziewczyna spędza czasami nawet 18h w laboratorium. Po kazaniu starszego brata kobieta postanawia doświadczyć życia towarzyskiego. Odrabia swoją prace domową perfekcyjnie - może, aż za bardzo.
W końcu Will Summer miał być tylko nauczycielem teorii, a nie praktyki. Nasz gracz waha się w uczuciach, aż do pierwszej lekcji. Szalona uczennica uczy samego mistrza, a on po pierwszej spędzonej razem nocy orientuje się, że nie chce być dla Hanny tylko przyjacielem. Tylko jak udowodnić kobiecie, że jest się tym jedynym, skoro ona uważa cię za największego gracza w historii.


"Wszyscy wyrastamy z bycia dziećmi i po drodze uczymy się, jak to jest być dorosłym. Czuję się, jak bym zawsze umiała być dorosłą, a teraz uczę się bycia dzieckiem."

"Wystarczy jedna noc z tą właściwą. Nie mówię o seksie, bynajmniej. Jedna noc mogłaby cię zmienić..".

"Cholera. Nie chodziło tylko o przyciąganie fizyczne między nami. Przecież wcześniej też mnie ciągnęło do kobiet. Ale przy Hannie czułem coś więcej, łączyła nas jakaś chemia, coś między nami iskrzyło i strzelało, sprawiało, ze zawsze chciałem nieco więcej, niż mogłem otrzymać. Hanna zaofiarowała mi przyjaźń, ja zapragnąłem jej ciała. Zaofiarowała mi swoje ciało, a ja zapragnąłem wkraść się w jej myśli. Zaofiarowała myśli, a ja zapragnąłem jej serca."



No i dochodzimy do sedna sprawy, czyli do  PIĘKNEGO SEKRETU. 
Czytałam wiele niepochlebnych recenzji na temat tej książki. Ze "nudna", "najgorsza z serii" itp. 
Nie zgadam się! 
Ta historia jest po prostu całkiem inna od poprzednich. Może i nie jest najlepsza, ale ma coś w sobie...



Tym razem zamieniamy się stronami.
Tym razem to kobieta ma -w pewnym sensie - bogate życie erotyczne, a mężczyzną kieruje totalny brak doświadczenia w tych sprawach.

"Jednak moja równowaga duchowa nie oznacza, że nie można mnie zranić, że nie czuję się zła albo zdradzona."

Początek wydaje się być podobny do poprzednich części. Wiecie, mądry, przystojny inżynier, którego priorytetem jest praca. Jako, że punkt widzenia Ruby jest pierwszy, nie zauważamy w tym mężczyźnie nic innego, nic świeżego. Sytuacja zmienia się, kiedy zaczynamy patrzeć na świat oczami bohatera.

"Tęsknota przyprawiała mnie o ostry ból, który żłobił mi w piersi głębokie rany, tam, gdzie nie mogłem dosięgnąć, odsuwając na bok konieczność oddychania, bicia serca — to wszystko, czego potrzebowałem, by obracać się w świecie, który kiedyś dało się objąć myślą."

Mężczyzna wydanie się nieporadny, zapatrzony w prace, wręcz sztywny. Jedyny sex jaki przeżył był z kobietą, która na dobrą sprawę nawet go nie kochała. Całe życie inni podejmowali za niego decyzje. Niall tak naprawdę nigdy w życiu nie zrobił niczego sam -oczywiście w sferze prywatnej.

"Jeśli odpowiednio długo się w kogoś wpatrujesz, dowiadujesz się różnych rzeczy."

Kiedy szef Ruby oznajmia jej, że wyjeżdża z Stellą na delegacje dziewczyna doznaje szoku. Wie, że na polu zawodowym da sobie dobrze radę. Bardziej martwi ją fakt, że będzie musiała spędzić cały wyjazd z największym ciachem w firmie.
Jest w nim zakochana od miesięcy, a on - tylko przez przypadek - zauważył ją zaledwie wczoraj.

 "Wszystko dobrze? — mruknął, kiedy zapięłam pas.
— Doskonale — skłamałam. — Skoro już zamknęłam się w małym pomieszczeniu, uznałam, że sobie potańczę."
Kocham jak książki są powiązane w jakiś sposób ze sobą. Nie wiem czemu ale czuję do nich większą sympatie.
Nawiązanie do tytułu w poprzednich częściach aż samo się nasuwa. A tutaj? Nie znalazłam żadnego (no może jedno, ale tak dziwne, że aż głupio o tym mówić).Najlepsza scena? W samolocie! Kto czytał to wie.

"Jego twarz znalazła się o kilka centymetrów od mojej. Wtedy praktycznie wzięliśmy ślub."

Podsumowując, fajna lektura na gorsze dni, ale nie każdemu się spodoba.
Bohaterowie - super!, aczkolwiek zachowanie Nialla czasami mi się nie podobało. Za często chował się w swojej bezpiecznej skorupie.
Język autorek jest lekki i przyjemny. 


Dziewczyna o papierowym sercu....





Ps Nw o czym myślałam pisząc tego posta, ale zamiast napisać w pewnym momencie perfekcyjnie, napisałam perwersyjnie.
Ale ok.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz