sobota, 17 września 2016

#15 Never Never

Czyli nigdy, przenigdy nie zapominaj. 


Boże, Boże, Boże.... i jeszcze raz: Boże. Ta książka jest cudowna.
To całe zamieszanie tak wciąga, że aż nie da się odłożyć książki na półkę. Tak zakręconej historii chyba nigdy w życiu nie czytałam i sądzę, że cały urok tkwi właśnie w tym zamęcie.  
Ale STOP! Zacznijmy od początku...


"Przeznaczenie to pole magnetyczne przyciągające nasze dusze do pasujących do nas ludzi, miejsc i rzeczy."

Książka posiada trzy tomy i w oryginale była sprzedawana jako osobne części. W Polsce została wydana jako jedna książka z czego się bardzo cieszę. Chybabym nie wytrzymała z czekaniem, bo każdy tom kończy się w najważniejszym momencie. 

"Powiedziałam, że trzeba zaufać instynktowi. Nie sercu, bo bywa, że oszukuje, i nie głowie, bo za bardzo opiera się na logice."

Charlie jest... no właśnie. Nie wiem czy mogę ją opisać.  Jak opisać kogoś, kto nie wie kim  jest?  W notatce opowiadającej o tematyce książki napisali, że "czasem wspomnienia mogą być gorsze niż zapomnienie". Ja sądzę, że jest dokładnie na odwrót.  


"Wole kochać cię, gdy jesteś na dnie, niż pogardzać tobą, gdy jesteś na szczycie."

Także... Charlie budzi się w klasie, jest parę minut po jedenastej, a jej ostatnie wspomnienie dotyczy tylko kilku poprzednich sekund. 
Już po pierwszej wizycie z przyjaciółmi w stołówce dziewczyna orientuje się, że przed amnezją nie była dokładnie taka, jaką chciałaby być,  


"Przedtem, gdy na nią patrzyłem, była dla mnie po prostu dziewczyną, której przydarzyło się to samo, co mnie. Teraz, kiedy na nią patrzę, jest dla mnie dziewczyną, z którą pewnie się kochałem. Dziewczyną, w której prawdopodobnie byłem zakochany. Dziewczyną, którą prawdopodobnie wciąż kocham. Mam nadzieję, że pamiętam to uczucie."

Co ma zrobić? Jest sama. Jeśli komuś powie, co dzieje się w jej głowie uznają ją za wariatkę.
 I wtedy zauważa "swojego chłopaka" - a przynajmniej tak mówią na niego inni.  
Coś z nim jest nie tak, tylko co?  Jak ma się do niego zwracać, skoro go nie pamięta?


"– Dlaczego w ogóle, do diabła ciężkiego, zawracasz sobie mną głowę?

Gdybyśmy się lepiej znali, objąłbym ją. Potrzymał ją za rękę. Cokolwiek. Nie wiem, co robić. Nie ma zasad dotyczących postępowania z dziewczyną, z którą jest się od czterech lat, a poznało się ją dopiero dziś rano.
- Jeśli wierzyć Ezrze, zakochałem się w tobie, zanim jeszcze nauczyłem się chodzić. Pewnie dlatego trudno mi z ciebie zrezygnować.
Śmieje się cichutko.
- Musisz być straszliwie wierny swym uczuciom, bo nawet ja sama zaczynam się nienawidzić".


Jeśli myślicie, że macie zły dzień to, to i tak nic w porównaniu z najgorszym dniem Silasa. 
Nie, może nie jest najgorszy. Nie wie. Skąd ma wiedzieć? Odczuwa tylko strach i... pustkę. 
Ogromną dziurę w pamięci. Jakby ktoś podszedł i wyrwał mu strony z książki, której jeszcze nie przeczytał. Jak ma odkryć co było na tych kartkach?


"– Co właściwie nas łączy? – pyta Charlie. – Kochamy się i tak dalej? 

Śmieję się głośno po raz pierwszy od wczorajszego poranka. 
– Tak – odpowiadam, nie przestając się śmiać. – Zdaje się, że kocham cię i tak dalej już osiemnaście lat".


Dlaczego oboje pamiętają nieistotne szczegóły, a nie mogą sobie przypomnieć swojego związku, rodziny, przyjaciół?
Poszlaki, zdjęcia, listy, pamiętniki z ich życia prowadzą w ślepą uliczkę.
Jak mają znaleźć sprawce całego tego zamieszenia?!
A co jeśli okaże się, że wspomnienia nie powracają, bo nie powinni ich pamiętać?

'Dorośli wolą udawać, że nasze uczucia nie są równie poważne jak ich, że jesteśmy za młodzi, żeby naprawdę wiedzieć, czego chcemy. Mnie się jednak wydaje, że pragniemy dokładnie tego samego co oni. Chcemy znaleźć kogoś, kto w nas wierzy. Kto będzie stał po naszej stronie i sprawi, że będziemy się czuli mniej samotni."

Dzięki moondrive znowu przeżyłam kolejną wspaniałą historie.
Może i nie wciąga od pierwszych stron, ale gdy akcja się rozkręci, nie wiesz nawet kiedy skończysz.
Fabuła wydaje się strasznie pokręcona, pozwijana i  zagmatwana, ale w tym jej cały urok.
Już dawno nie czytałam książki, która zmusiłaby mnie do zastanowienia się jak do tego wszystkiego doszło. Ślę wielkie ukłony dla naszego znakomitego duetu autorek.

Dziewczyna o papierowym sercu...

wtorek, 6 września 2016

#14 Lato koloru wiśni

czyli dwie strony tej samej historii.

Ta historia jest FENOMENALNA!
Przeczytałam ją chyba z cztery razy - jeśli dobrze liczę - i z chęcią przeczytałabym ją i piąty.
Mimo, iż fabuła wcale nie odbiega - zbytnio - od wcześniej wykreowanych losów wielu bohaterów, to i tak gorąco polecam. Książka - a w zasadzie książki - powalają i warto czekać na koniec, bo jest po prostu gorzko-słodki (z przewagą słodkości).

"Myślę, że miłość jest zdecydowanie zbyt często sprowadzana tylko do relacji dwojga ludzi, pomiędzy którym powstaje więź seksualna. Uczucia, które żywimy do rodziny, przyjaciół, to przecież nic innego niż miłość. Z tą tylko różnicą, że nie chcemy z nimi sypiać – przynajmniej w normalnych wypadkach."

Emily Winter jest chyba najbardziej sarkastyczną bohaterką w historii. Dziewczyna jest wszechstronna - co też pokazuje, poprzez np. studiowanie literatury i uczęszczanie do pracy w barze. Emily stara się ukrywać swoje emocje. Wie, że gdy je się komuś pokarzą, można zostać zranionym. Alex to jej najlepsza przyjaciółka. Razem we tróję spędzili całe dzieciństwo. Alex po burzliwym okresie w swoim życiu wraca z powrotem do Berlina, by tam dokończyć swoją naukę. Ale zaraz, zaraz... jak to we troję? No właśnie. Tu leży problem! Przyjaciółka Winter ma brata. To właśnie u niego ma zamieszkać. To stwarza prawdziwy kłopot.

"-Jesteś jak cukier, Elyas- wymamrotałam.

-Słodki?- W jego głosie brzmiało radosne zaskoczenie.
- Nie, klejący !- odpowiedziałam i zakończyłam rozmowę."


Elyas jest bardzooo przystojny i wie jak to wykorzystać. Jego urok nie działa tylko na jedną dziewczynę ( i po tym co zrobił wcale się jej nie dziwię). On i Emily mają wspólną przeszłość. Oboje skrycie obwiniają się lata bólu.

"Tak wielu ludzi na darmo szuka przez całe życie swojej drugiej połówki, brakującej części, która mogłaby ich dopełnić. Łatwiej jest im znaleźć igłę w stogu siana, więc w końcu zadowalają się tym, co dostają w zamian, i z czasem zapominają, że może istnieć coś innego, coś o wiele głębszego"

Jednak prawda wychodzi na światło dzienne. Okazuje się, że to wszystko, co się stało, gdy byli nastolatkami było niepotrzebne. Ale teraz to i tak już chyba za późno... Do Emily zaczyna pisać tajemniczy wielbiciel. Dziewczyna nawet nie ma pojęcia jak blisko jest jej internetowy przyjaciel.


"- Co jest? - chciała wiedzieć Alex.

- Pamiętasz jak siedziałyśmy w dmuchanym basenie i twój zdenerwowany brat chciał się dostać do środka, ale my nie chciałyśmy go wpuścić?
Alex myślała i myślała, aż w końcu sobie przypomniała.
- Powiedziałaś mu, że nie może wejść z tą dżdżownicą! - Wybuchnęła śmiechem i natychmiast mnie nim zaraziła. - A potem ze śmiertelną powagą powiedziałaś mi szeptem, że już wiele razy przyłapałaś Elyasa na tym, że bawił się swoją dżdżownicą!
Elyas zakrztusił się winem i dostał ataku kaszlu, a wszyscy pozostali zaczęli się śmiać..."


Luca i Elyas to woda i ogień.
Jeden skryty, lubiący książki. słuchający z atencją Emily. Drugi playboy kochający zabawę.
Kogo wybierze dziewczyna?

"Co mam do stracenia?

Niewiele, nic nie znaczący detal.
Moje serce."


Dlaczego Elyas zrywa kontakt dokładnie wtedy, gdy Winter zaczyna mu ufać?
Co się z nim dzieję?

"Masz na mnie wpływ, którego nie umiem opisać słowami. To więcej niż być zakochanym. To coś głębszego, jakbyś była elementem, którego od dawna mi brakowało. Kiedy nie jestem blisko ciebie, czuję pustkę i tylko ty możesz ją wypełnić. Wystarczy, że na ciebie spojrzę, a zapominam o całym świecie."

Luca pokazuje swoją twarz. To przekreśla związek Emily i Elyasa, który mógłby naprawdę okazać się miłością do końca życia.


"Oczywiście byłam świadoma, że alkohol nie jest rozwiązaniem, ale woda zasadniczo też nim nie była."

Ta historia to naprawdę przesłodkie love story To dziwne, choć książka jest bardzo słodka i jeszcze bardziej sarkastyczna, to nawet nie wiecie jak bardzo smutek przebija się przez strony.

"Nic na świecie nie mogło mylić tak bardzo jak własny wzrok"

Tą część przeczytałam z bólem serca. Strasznie dobrze opisane cierpienie bohaterów.To aż dziwne, że ktoś, kto nas kocha może nas tak mocno zranić.


"- Czy to znaczy, że my mamy... historię? - zapytał.

- Elyas - powiedziałam z uśmiechem. - Myślę, że materiału starczyłoby na całą książkę, i to tak grubą, że dałoby radę zrobić z niej dwa domy!"


Niesamowita, ciekawa i lekka. Zakończenie najpierw rozbija, a potem skleja serca.

"Chwycił drzwi, żeby je zamknąć, ale nagle się zawahał i spojrzał na mnie z troską.
 – Emely, tylko nie wymiotuj w mustangu, dobrze?
 Zaśmiałam się.
 – Nie martw się, połknę.
 Jego twarz wyraźnie się rozjaśniła. 
– Boże, kocham tę kobietę – wymamrotał do siebie i zamknął drzwi."

Historia już dawno trafiła na listę moich ulubionych. Książki stawiają - jak dla mnie - bardzo wysoko poprzeczkę innym dziełom.

"– Jeszcze jeden? – O matko, ten to dopiero miał życie. 
– Tag, tamen facet – powiedział i wyciągnął rękę. – Myźlę, że on na mnie leci.
 Powędrowałam spojrzeniem za jego dłonią i mój wzrok spoczął na Elyasie, który stał ze skrzyżowanymi rękami po przeciwnej stronie pomieszczenia, miejmy nadzieję, że poza zasięgiem naszych głosów, i przyglądał się nam ze złością. Kiedy zrozumiałam, że Freddy interpretuje spojrzenia Elyasa jako homoseksualne awanse, zakrztusiłam się i przez chwilę myślałam, że uduszę się ze śmiechu. Dopiero kilka minut później byłam w stanie mu odpowiedzieć. 
– Nieeee, to jezd Elyas – powiedziałam i otarłam łzę z kącika oka. 
– Znaż go? 
– Taaa. Cierpi, bo nazwałam go dupkiem."

Dziewczyna  o papierowym sercu...

PS   NIC nie przebije imprezy w wydaniu Emily - za każdym  razem płaczę ze śmiechu (zima koloru turkusu).