wtorek, 6 września 2016

#14 Lato koloru wiśni

czyli dwie strony tej samej historii.

Ta historia jest FENOMENALNA!
Przeczytałam ją chyba z cztery razy - jeśli dobrze liczę - i z chęcią przeczytałabym ją i piąty.
Mimo, iż fabuła wcale nie odbiega - zbytnio - od wcześniej wykreowanych losów wielu bohaterów, to i tak gorąco polecam. Książka - a w zasadzie książki - powalają i warto czekać na koniec, bo jest po prostu gorzko-słodki (z przewagą słodkości).

"Myślę, że miłość jest zdecydowanie zbyt często sprowadzana tylko do relacji dwojga ludzi, pomiędzy którym powstaje więź seksualna. Uczucia, które żywimy do rodziny, przyjaciół, to przecież nic innego niż miłość. Z tą tylko różnicą, że nie chcemy z nimi sypiać – przynajmniej w normalnych wypadkach."

Emily Winter jest chyba najbardziej sarkastyczną bohaterką w historii. Dziewczyna jest wszechstronna - co też pokazuje, poprzez np. studiowanie literatury i uczęszczanie do pracy w barze. Emily stara się ukrywać swoje emocje. Wie, że gdy je się komuś pokarzą, można zostać zranionym. Alex to jej najlepsza przyjaciółka. Razem we tróję spędzili całe dzieciństwo. Alex po burzliwym okresie w swoim życiu wraca z powrotem do Berlina, by tam dokończyć swoją naukę. Ale zaraz, zaraz... jak to we troję? No właśnie. Tu leży problem! Przyjaciółka Winter ma brata. To właśnie u niego ma zamieszkać. To stwarza prawdziwy kłopot.

"-Jesteś jak cukier, Elyas- wymamrotałam.

-Słodki?- W jego głosie brzmiało radosne zaskoczenie.
- Nie, klejący !- odpowiedziałam i zakończyłam rozmowę."


Elyas jest bardzooo przystojny i wie jak to wykorzystać. Jego urok nie działa tylko na jedną dziewczynę ( i po tym co zrobił wcale się jej nie dziwię). On i Emily mają wspólną przeszłość. Oboje skrycie obwiniają się lata bólu.

"Tak wielu ludzi na darmo szuka przez całe życie swojej drugiej połówki, brakującej części, która mogłaby ich dopełnić. Łatwiej jest im znaleźć igłę w stogu siana, więc w końcu zadowalają się tym, co dostają w zamian, i z czasem zapominają, że może istnieć coś innego, coś o wiele głębszego"

Jednak prawda wychodzi na światło dzienne. Okazuje się, że to wszystko, co się stało, gdy byli nastolatkami było niepotrzebne. Ale teraz to i tak już chyba za późno... Do Emily zaczyna pisać tajemniczy wielbiciel. Dziewczyna nawet nie ma pojęcia jak blisko jest jej internetowy przyjaciel.


"- Co jest? - chciała wiedzieć Alex.

- Pamiętasz jak siedziałyśmy w dmuchanym basenie i twój zdenerwowany brat chciał się dostać do środka, ale my nie chciałyśmy go wpuścić?
Alex myślała i myślała, aż w końcu sobie przypomniała.
- Powiedziałaś mu, że nie może wejść z tą dżdżownicą! - Wybuchnęła śmiechem i natychmiast mnie nim zaraziła. - A potem ze śmiertelną powagą powiedziałaś mi szeptem, że już wiele razy przyłapałaś Elyasa na tym, że bawił się swoją dżdżownicą!
Elyas zakrztusił się winem i dostał ataku kaszlu, a wszyscy pozostali zaczęli się śmiać..."


Luca i Elyas to woda i ogień.
Jeden skryty, lubiący książki. słuchający z atencją Emily. Drugi playboy kochający zabawę.
Kogo wybierze dziewczyna?

"Co mam do stracenia?

Niewiele, nic nie znaczący detal.
Moje serce."


Dlaczego Elyas zrywa kontakt dokładnie wtedy, gdy Winter zaczyna mu ufać?
Co się z nim dzieję?

"Masz na mnie wpływ, którego nie umiem opisać słowami. To więcej niż być zakochanym. To coś głębszego, jakbyś była elementem, którego od dawna mi brakowało. Kiedy nie jestem blisko ciebie, czuję pustkę i tylko ty możesz ją wypełnić. Wystarczy, że na ciebie spojrzę, a zapominam o całym świecie."

Luca pokazuje swoją twarz. To przekreśla związek Emily i Elyasa, który mógłby naprawdę okazać się miłością do końca życia.


"Oczywiście byłam świadoma, że alkohol nie jest rozwiązaniem, ale woda zasadniczo też nim nie była."

Ta historia to naprawdę przesłodkie love story To dziwne, choć książka jest bardzo słodka i jeszcze bardziej sarkastyczna, to nawet nie wiecie jak bardzo smutek przebija się przez strony.

"Nic na świecie nie mogło mylić tak bardzo jak własny wzrok"

Tą część przeczytałam z bólem serca. Strasznie dobrze opisane cierpienie bohaterów.To aż dziwne, że ktoś, kto nas kocha może nas tak mocno zranić.


"- Czy to znaczy, że my mamy... historię? - zapytał.

- Elyas - powiedziałam z uśmiechem. - Myślę, że materiału starczyłoby na całą książkę, i to tak grubą, że dałoby radę zrobić z niej dwa domy!"


Niesamowita, ciekawa i lekka. Zakończenie najpierw rozbija, a potem skleja serca.

"Chwycił drzwi, żeby je zamknąć, ale nagle się zawahał i spojrzał na mnie z troską.
 – Emely, tylko nie wymiotuj w mustangu, dobrze?
 Zaśmiałam się.
 – Nie martw się, połknę.
 Jego twarz wyraźnie się rozjaśniła. 
– Boże, kocham tę kobietę – wymamrotał do siebie i zamknął drzwi."

Historia już dawno trafiła na listę moich ulubionych. Książki stawiają - jak dla mnie - bardzo wysoko poprzeczkę innym dziełom.

"– Jeszcze jeden? – O matko, ten to dopiero miał życie. 
– Tag, tamen facet – powiedział i wyciągnął rękę. – Myźlę, że on na mnie leci.
 Powędrowałam spojrzeniem za jego dłonią i mój wzrok spoczął na Elyasie, który stał ze skrzyżowanymi rękami po przeciwnej stronie pomieszczenia, miejmy nadzieję, że poza zasięgiem naszych głosów, i przyglądał się nam ze złością. Kiedy zrozumiałam, że Freddy interpretuje spojrzenia Elyasa jako homoseksualne awanse, zakrztusiłam się i przez chwilę myślałam, że uduszę się ze śmiechu. Dopiero kilka minut później byłam w stanie mu odpowiedzieć. 
– Nieeee, to jezd Elyas – powiedziałam i otarłam łzę z kącika oka. 
– Znaż go? 
– Taaa. Cierpi, bo nazwałam go dupkiem."

Dziewczyna  o papierowym sercu...

PS   NIC nie przebije imprezy w wydaniu Emily - za każdym  razem płaczę ze śmiechu (zima koloru turkusu).  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz