sobota, 4 lutego 2017

[PRZEDPREMIEROWO] #27 Dręczyciel

czyli "kto się lubi, ten się czubi"

Czy wiecie, że w Polsce co dziesiąty uczeń jest w jakiś sposób prześladowany w szkole?  Ale to tylko statystyka... na pewno jest ich więcej. Zaczyna się powoli - przezwiska, kpiny, poszturchiwania - a kończy się... no właśnie! Na czym i czy kiedykolwiek się kończy?
Wychodzę z przeświadczenia, że agresja rodzi agresje i dlatego wiem, że coś musi nas do niej popychać. W końcu człowiek nie staje się zły, bo ma takie widzimisię. 

"Czy nie nadeszła pora, byś zaczęła walczyć?"

Moje emocje przy lekturze były skrajne. Chyba nigdy nie bawiłam się tak dobrze i jednocześnie tak źle podczas czytania jakiejkolwiek książki. Albo chciałam płakać, albo śmiać. Rozwaliła mnie na kawałki i nie wiem, czy kiedyś się pozbieram.  


"Byłeś moją burzą, moją chmurą gradową, moim drzewem w ulewie. Kochałam te wszystkie rzeczy i kochałam ciebie. Ale teraz? Jesteś jak pieprzona susza. Myślałam, że palanci jeżdżą tylko niemieckimi samochodami, ale okazało się, że dupki w Mustangach też mogą zostawić blizny."


To naprawdę smutne, jak szybko twój najlepszy przyjaciel może zmienić się w największy koszmar. W końcu poco szukać wrogów, skoro ma się przyjaciół. Tate znała Jareda od maleńkości. Był dla niej wszystkim kiedy zginęła jej matka: oparciem, pocieszycielem i poduszką do płakania. Wszystko zmienia w dniu powrotu 14-letniego chłopca z wakacji. Jared zmienia się w prawdziwego oprawce. Z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej, aż w końcu dziewczyna nie wytrzymuje i ucieka do Paryża, lecz jeszcze przed wyjazdem jej dręczyciel zapewnia ją, że gra się jeszcze nie skończyła. To zaledwie jej początek. 
Tate, po roku za granicą, zmienia się diametralnie. Nie jest już tą samą zastraszoną dziewczynką co kiedyś. Postanawia walczyć.


Wczoraj miało trwać wiecznie.
Jutro miało nigdy nie nadejść."

Książka - nie okłamujmy się - jest głównie skierowana do młodzieży, ale równie dobre poleciłabym ją czytelnikowi, który lubi historie z lekkim dramatem w tle. Język i styl pisania Penelope Douglas naprawdę wciąga i nie wypuści, dopóki nie doczytasz ostatniego słowa. 


"- Płakałam przez ciebie już niezliczoną ilość razy - uniosłam ku niemu powoli środkowy
palec i zapytałam.

- Wiesz co to jest?- poklepałam środkowym palcem kąt mego oka.
- To ja, ocierająca ostatnią łzę,  jaką dostaniesz."


Podsumowując, czuję, że nie zmarnowałam ani jednej minuty przy tej książce. Zachwyca i zaskakuje jednocześnie. Trzyma w napięciu do samego końca... co jeszcze mogę powiedzieć?
Albo niech dzieło powie samo za siebie! 


Dziewczyna o papierowym sercu...

2 komentarze:

  1. Właśnie ją czytam i nie mogłam się wczoraj oderwać, zanim spojrzałam na zegarek już pochłonęłam połowę książki. Naprawdę wciągnęła mnie i jak tylko wrócę z pracy znów siadam z gorącą herbatą i książką. :)

    https://miedzywersami123.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, od tej książki nie da się łatwo oderwać. :)

      Usuń