sobota, 4 marca 2017

#34 November 9

czyli dwa typy ludzkich ran

9 listopada - przez dwa lata najbardziej znienawidzona data na świecie, przez kolejne pięć lat wyczekiwana z prawdziwym utęsknieniem. A to wszystko dzięki jednemu spotkaniu. Fallon i Benton od samego początku wydają się grać na tych samych falach. Mimo, że ich znajomość zaczęła się od słodkiego kłamstewka, to już przed końcem dnia wiedzieli, że jest między nimi coś więcej. Życie jednak nie gra z miłością w tej samej parze. Fallon jeszcze tego samego dnia wyprowadza się na drugi koniec kraju, wiec osiemnastolatkowie muszą się pożegnać. Obydwoje nie mogą pogodzić się z rozstaniem na wieki, ale niestety dziewczyna wieży, że miłość to tylko przeszkoda na drodze ku dorosłości, więc wymyślają, że co roku tego samego dnia będą spotykać się i zaczynać swoje spotkanie w miejscu, w którym skończyli poprzednio. Wydaje się proste, prawda?

- Nie chcę być twoim pierwszym, Fallon. Chcę być ostatnim.
- Chcę, żebyś był moim pierwszym i ostatnim.
- Nie możesz obiecywać takich rzeczy, jeśli nie mówisz poważnie, Fallon.
- Chcę, żebyś był moim jedynym."


Życie Fallon było proste, lecz wszystko zmieniło się 9 listopada. Wtedy to szesnastolatka przeżywa tragedię i za jednym zamachem traci wygląd, pewność siebie, zainteresowanie ojca i swoją pasje - aktorstwo. 
Po recenzjach niektórych blogerów myślałam, że Ben to jakiś okularnik, który siedzi z nosem w książkach, a tu... a tu wychodzi, że całkiem fajne z niego ciacho. Chłopak jest początkującym pisarzem, lecz jego dzieła nie wydostają się na światło dzienne, więc wymyśla nową historię - historię ich samych. Ben szybko odkrywa, że Fallon jest dla niego prawdziwą i jedyną muzą. 9 listopad nie tylko jest datą ich spotkania, ale i głównym motywem w jego powieści. Każde rozstanie się bohaterów napędzało tylko więcej pytań w mojej głowie. 


"– Ben, nie wszyscy bohaterowie książek, które czytam, są tacy, jak opisywałeś. 
Przekrzywia głowę. 
– Ale wyraźnie musisz gustować w złych chłopakach, skoro o nich czytasz. 
– Nieprawda – protestuję. – Lubię czytać takie książki, bo są całkowicie różne od mojego życia. Na szczęście nigdy nie znajdowałam się w takich sytuacjach jak ich bohaterowie. One mi po prostu dostarczają rozrywki. Bo chociaż lubię czytać o tym, że chłopak mówi dziewczynie, jaka jest wilgotna… gdyby ktoś mi tak powiedział podczas seksu ze mną, w ogóle by mnie to nie kręciło. Przestraszyłabym się, że niechcący się posikałam. 
Ben wybucha śmiechem. 
– A gdybyśmy uprawiali seks i powiedziałbyś mi: „teraz jesteś moja”, wyczołgałabym się spod ciebie, ubrała, wyszła przed twój dom i narzygała ci na podwórko. To, że lubię czytać o takich gościach, nie znaczy jeszcze, że chcę, żeby moi prawdziwi faceci zachowywali się tak jak oni. 
Uśmiecha się szeroko. 
– Chcę, żebyś była moja".


Najlepsze uczucie na świecie po przeczytaniu tej historii to moment, w którym zdajecie sobie sprawę, że książka opisuję - i tu nie zmyślam - pięć dni. Tylko i aż pięć dni, a ich bohaterowie nie spędzili ze sobą więcej niż 24 godziny. 
Bałam się tej książki właśnie z tego powodu, bo co ciekawego może się stać jednego dnia? Po przeczytaniu tej książki wiem, że może naprawdę dużo.  

"Niektórzy mówią, że nie należy osądzać książki po okładce. Co jednak zrobić w sytuacji, gdy najpierw zajrzało się do środka? I człowiekowi naprawdę spodobało się to, co tam znalazł? Oczywiście zamykając taką książkę, ma się nadzieję, że okładka również nie rozczaruje. Kto chciałby mieć na półce wspaniale napisaną książkę w gównianej okładce?"

Wiem, że minął szmat czasu od premiery, ale internet wcześniej opanowany był przez spojlery i cytaty, więc wolałam chwilkę poczekać. Jednego czego możemy się spodziewać czytają książki Colleen Hoover to ogromne emocje. Moją przygodę z tą autorką zaczęłam trochę od końca, bo na samym początku przeczytałam "Szukając Kopciuszka", ale już po tej historii wiedziałam, że zakocham się w jej książkach. Także wraz z " Hopeless", "Losing Hope", "Maybe Someday" i "Ugly Love" moja miłość do niej tylko rosła. Jak można się domyśleć autorka i tutaj nie zawiodła, a jej - jak zwykle - niespodziewane zakończenie przyprawia nas o gęsią skórkę. 

"Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym."

Już dawno nie śmiałam się tak podczas lektury. Książka na pewno trafia na moją listę #TOP50. Naprawdę. Historia trzy razy złamała mi serce, a później skleiła ze sobą pokruszone kawałeczki. Książka wciąga nas w swój świat praktycznie od samego początku i nie wypuści wcześniej, niż gdy doczytasz ostatnie zdanie. Skończyłam ją czytać kilka minut przed trzecią w nocy, chociaż od pierwszej mówiłam sobie, że jeszcze dziesięć stron i idę spać... i tak z 10 zrobiło się ponad sto. 

" "Kochała mnie" w cudzysłowie
Całowała mnie pogrubioną czcionką
PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami
zostawiła mnie z wielokropkiem..."


Tak ją zachwalam z góry do dołu, ale tak na serio... przeczytaliście choć jedną negatywną recenzję na jej temat. Ja nie - i to już chyba mówi wiele za siebie. 

Dziewczyna o papierowym sercu...

6 komentarzy:

  1. A ja właśnie trafiłam na wiele negatywnych recenzji tej książki :) Czytałam jedynie "Ugly love" Colleen Hoover inie podobało mi się aż tak, abym od razu musiała sięgnąć po inna książkę autorki. Jednak jeżeli trafię na nią gdzieś w bibliotece, to na pewno sięgnę :)
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba czytamy inne blogi. :/
      Przeczytaj też "Losing Hope" - jest najlepsza. <3
      (moim zdaniem "Ugly Love" jest najgorsza)

      Usuń
  2. Uwielbiam tą książkę <3 wg kocham wszystkie książki Colleen, które jak dotąd przeczytałam <3

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja akurat też nie czytałam żadnej negatywnej opinii. Czytałam książkę i mi także się podobała. :)

    OdpowiedzUsuń