czwartek, 27 kwietnia 2017

#39 Zły Romeo

Czyli dlaczego kocham i nienawidzę tytułowego bohatera.

Jestem zła. Nie, JESTEM WŚCIEKŁA. 
Kolejny autor robi mnie w trąbę w tym tygodniu i przerywa książkę w połowie naprawdę dobrej akcji. 
....ale, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden mały kroczek...


"Czasami otaczamy się murem nie tylko po to, by nie dopuszczać do siebie innych, ale i po to, by się przekonać, komu zależy na nas na tyle, by zechciał go zburzyć."

Przyznaje się bez bicia, że nie znałam wcześniej Leisy Rayven (nawet nw jak wymawia się jej nazwisko xD), ale po tak cudownej i bogatej promocji, jaką miała ta książka, po prostu biegiem ruszyłam na pocztę odebrać paczkę. Nawet nie wiedziałam, że mogę tak szybko coś zrobić. Godzinę później siedziałam już z herbatką i książką w dłoniach i poddałam się ich czarowi. 


"- Zatem gdybym powiedziała, że cię nie chcę i nie kocham, że potrzebuję Connora, nie ciebie, nie walczyłbyś? Po prostu... pozwoliłbyś mi odejść?  
- Nie.
- Czemu?

- Bo wiedziałbym, że kłamiesz."




"Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś: 
"Nie da się odnaleźć miłości tam, gdzie jej nie ma, ani ukryć jej tam, gdzie naprawdę istnieje". 
Pomyśl o tym."



Historia zaczyna się bardzo szablonowo. Wiecie, przeszłość naznacza teraźniejszość bohaterów, ale to co wydawało się być strasznie schematyczne, wcale takie nie jest. Cassie jest bardzo ambitną młodą kobietą. Dopiero kształtuje swoją osobowość. Dziewczyna nie chce już żyć według planu rodziców, a co za tym idzie, stara się pełnić swoje marzenie o aktorstwie. Już na pierwszych przesłuchaniach poznaje chmurnego Ethana, który od samego początku zastrzega sobie, że nie chce mieć nic z nią wspólnego, jak i informuje ją o tym, że ich możliwa przyjaźń nie ma racji bytu. Mimo jego złego nastawienia Cassie przeciąga go na swoją stronę. Ich znajomość zacieśnia się, gdy obydwoje zostają odtwórcami głównych ról w spektaklu. 
...i trwałoby tak do teraz, gdyby Ethan nie podjął dziwnej i na pierwszy rzut oka niewytłumaczalnej decyzji.   

"Pozwól, że oszczędzę Ci zachodu: tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. 
Nie mogę bez Ciebie żyć, a co najważniejsze, nie chcę.

Więc panikuj sobie do woli, a kiedy skończysz, ja wciąż tu będę. Rozumiesz?"

Ale wracając do podtytułu: myślę, że naszego tytułowego bohatera możemy podzielić na "przed" i "po". Są diametralne inni. Widzicie? Nawet piszę, że "oni są", a nie "jest". Całkowita zmiana. Ogień i woda, choć obydwa jego nastawienia mają to "coś". Coś co sprawia, że nie możesz tej historii odłożyć na później. Połykasz - i to nie jest eufemizm - ją w całości i nie wiesz nawet kiedy okazuje się, że to już ostatnia strona... a ty chcesz tylko więcej, więcej i więcej. Dobra, znowu włączają mi się jakieś dygresje. Bohater. Ten Ethan "przed" jest nieczuły, egoistyczny, egocentryczny i po prostu - jak w tytule - zły, ale w głębi serca to tak naprawdę mały chłopczyk, który nie zaznał w życiu wystarczającej ilości miłości. Ethan "po" całkowicie inny. Widać, że dorósł i zobaczył swoje błędy. Powoli stera się je naprawić. Gdyby nie to samo imię nie powiedziałabym, że to jedna i ta sama osoba. 

"- Twierdzisz, że na miejscu Romea zostawiłbyś Julie?
- Tak - odpowiada bez mrugnięcia okiem.
- Hmm...
- Co to ma znaczyć?
- Nic. Zastanawiam się.
- Nad czym?
- Nad tym, jak bardzo siebie oszukujesz."

Książka jest na pewno emocjonalna. Znacie to uczucie, gdy czytacie i w waszym brzuchu lub piersi pojawia się dziwny ucisk z emocji? Kilka razy podczas lektury zdarzały się takie momenty. 
Czy jest pełna bólu i rozpaczy? Nie sądzę, ale mogę wam zagwarantować ogromną dozę humoru. To jest pewne na sto procent. 


" - Nie jesteście na wojnie. 
- Jesteśmy.
- A on o tym wie?
- Powinien. To on ją rozpętał."

Wiele osób krytykuje tę książkę i - przyznaję - wiem dlaczego. To co zaczynało się rewelacyjnie, skończyło się, no co ty dużo gadać, źle. Rozumiem, że autorka chciała zrobić jakieś takie wprowadzenie do "Broken Juliet", ale to można było zrobić na wiele lepszych sposobów. Nie można przeciągać liny między bohaterami w nieskończoność, bo zrobi się to naprawdę mdłe, nawet jeśli ma się tak lekkie pióro jak Leisa Rayven. 

"- Wybacz, że się o ciebie otarłem. W tłoku to nie do uniknięcia.
- Tak właśnie myślałam do trzeciego razu. Potem stało się jasne, że wykorzystujesz sytuacje."

Ale to nie zmienia faktu, że kocham powieści pisane w stylu Young Adult i jak na razie tak pozostanie. Pomimo niedociągnięć książka wydaje się być cudowną historią i na sto procent kupię kolejne części, jak i inne książki tej autorki.  Jak dla mnie mocne 8 na 10. 


Dziewczyna o papierowym sercu...

18 komentarzy:

  1. Po książkę sięgnę kiedy tylko nadarzy się taka okazja :) Może mnie nie zawiedzie.Pozdrawiam cieplutko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tyle co mnie zawiodła, co napisałabym inne zakończenie.

      Usuń
  2. Uwielbiam książki wywołujące emocje a po te z gatunku new adult/young adult sięgam z ogromną przyjemnością :) Tą na pewno też przeczytam, to tylko kwestia czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja mam za mało czasu, a za dużo książek?

      Usuń
  3. Ja ostatnio ją zakupiłam. Szczerze przyznam, że wahałam się nad tym zakupem, nie byłam pewna, bo czytałam kilka takich sobie opinii o książce. Ale pomyślałam, może jednak mi się spodoba? I wzięłam. Niedługo się przekonam, czy i mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie również interesuje ta książka, choć czytałam różne opinie na jej temat - zawsze warto wyrobić sobie swoją 😉
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ciągnie mnie do niej jakoś specjalnie przez kontrowersyjne opinie jakie o niej słyszałam, ale może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam powieści w stylu Young Adult, dlatego koniecznie muszę przeczytać ''Złego Romeo''.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozważałam przeczytanie tej książki, jednak w końcu zrezygnowałam i raczej nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ty pierwsza i nie ostania.
      Ja mimo wszystko cieszę się, że się za nią wzięłam.

      Usuń
  8. Jak tak popatrzyłam na oryginalne okładki to zaczęłam się cieszyć, że wydawnictwo zdecydowało się zaprojektować własną.:D
    Złego Romea jeszcze nie czytałam, ale bardzo przyciąga mnie do niego wątek teatru, więc książka jest w najbliższych planach.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, że zrezygnowali z oryginału.

      Usuń