poniedziałek, 8 maja 2017

#40 Zranieni

Jak zmieścić historię przyjaźni, miłości i przypadku w 200 stronach?

Sydney i Peter.
Piękna dziewczyna i wyjątkowy mężczyzna.
Kolejna para zranionych bohaterów, którzy wciąż uciekają od swojej przeszłości.
I kolejna zakazana miłość.
Schemat goni schemat.
Ale wiecie co? Czytając tę książkę wcale się tym nie przejmowałam. Po prostu cieszyłam się humorem przebijającym przez strony, wciągającą historią i cudownym stylem pisania H.M. Ward.


"To jedna z tych chwil, kiedy wszystko zależy od twoich decyzji - skrzyżowanie, na którym jeden nieostrożny ruch ma nieuchronne konsekwencje. Już raz wybrałam złą drogę."

Ich historia zaczyna się od pomyłki.
Millie to najlepsza i za razem najgorsza przyjaciółka na całym bożym świecie. Po raz kolejny wrabia swoją współlokatorkę w podwójną randkę w ciemno, lecz ona od początku nie idzie tak, jak iść powinna. Sydney przybywa na miejsce jako pierwsza. Kobieta nie wiedząc jak wygląda jej potencjalna ranka, przysiada się do jedynego wolnego mężczyzny w restauracji, lecz już jego sam uśmiech ją szalenie dezorientuje. Pierwszy raz od bardzo czuje się bezpiecznie przy obcym mężczyźnie. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pojawiła się Millie z pytaniem wymalowanym w oczach. Okazuje się dziewczyna pomyliła stoliki, a jej dzisiejszy partner czeka na nią w drugiej sali. Dziewczyna nie jest tym zadowolona, ale jej zażenowanie sięga zenitu. Sydney ucieka od nieznajomego najszybciej, jak się da. Niestety - a może stety - po kolejnym nieoczekiwanym wybryku - tym razem z właściwym mężczyzną w roli głównej - dziewczyna opuszcza restaurację, tylko po to by wpaść w silne ramiona Petera, jej nieoczekiwanego towarzysza. Życie zawsze daje drugą szansę... Obydwoje lądują u niego w domu. Akcja rozwija się aż do momentu, gdy Peter wyprasza ją za drzwi swojego mieszkania zażenowaną i z pytaniem w głowie: d l a c z e g o. Ogromny kopania w tyłek. Ja na jej miejscu dokładnie w tym momencie zapomniałabym, że istnieje ktoś taki jak on, jednak życie nie zawsze gra z nami fair. Już następnego ranka oboje dowiadują się, kim są naprawdę.
Jak przejść do normalnych, a przynajmniej poprawnych stosunków z kimś, kto jednego dnia namiętnie cię całował, a następnego okazuję się być profesorem...a co gorsza; ty jesteś jego studentką.




"Kiedy Bóg rozdawał szczęście , mnie nic się nie dostało - zamiast tego otrzymałam całą stertę czyjegoś pecha."

Już kiedyś pisałam na swoim blogu, że nienawidzę wątku miłości nauczyciela z uczniem. Tak naprawdę takie historie możne opisać w trzech  prostych punktach. 1. Poznanie się i ukrywanie związku, 2. ktoś się o tym dowiaduję i 3. punkt kulminacyjny: czyli rozstanie. Tu, w "Zranionych" jest lekkie wyjście poza schemat, bo bohaterowie zamiast ukrywać swoje uczucia, zamieniają je w przyjaźń, a co za tym idzie, nie mogą się od siebie odejść. 

"Czasami nieprzyjemna prawda jest lepsza od pięknego kłamstwa."

Drugim mankamentem tej książki jest na samym końcu pojawiają się dwaj nowi bohaterowie są STRASZNIE przerysowani. Nie wiem, może jestem dziwna, ale jak dla mnie żaden normalny człowiek by się tak nie zachował i nie zachowywał w dalszym ciągu. 


I pewnie właśnie w tym momencie stwierdziliście, że nie chcecie czytać tej książki. To błąd z waszej strony, bo pomimo powyższych mankamentów książka jest naprawdę wciągająca, ale też nie oczekujcie jakiś fajerwerków. 


"Zgadza się,
 Życie to nie bajka."

Kiedy zaczynałam czytać "Zranionych" pomyślałam: ta książka ma naprawdę potencjał, mimo znienawidzonego przeze mnie wątku, ale czym więcej czytałam... tym bardziej się wydawała się nijaka. Nie wiem dlaczego, ale ta historia kojarzy mi się z operą mydlana, ale jak każdy tego typu tasiemiec serialowy nie posiada jakiś walorów, które by nas czegoś nauczyły, ale... wciąga i na pewno zapoznam się z dalszym ciągiem tej historii.   

Ale wracając do pytania zadanego na samym początku: moim zdaniem się nie da i może dlatego zabrakło tu czegoś, co sklejałoby tę historię w całość. 

A sami tytułowi "Zranieni" są przewidywalni i... płascy.

Nie wiem, może wam się bardziej spodobają.


Za egzemplarz dziękuję:





Dziewczyna o papierowym sercu...



3 komentarze:

  1. Ostatnio czytałam też o niej i mnie trochę zainteresowała, ale teraz nie wiem... Może kiedyś jak wpadnie mi w ręce, to przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może kiedyś się skuszę, póki co nie ciągnie mnie do niej specjalnie ;)

    OdpowiedzUsuń